Strona główna

Czy Polska Cię sprzedała i pozwoliła okraść?

Posiadam słupy energetyczne na działce, jak tysiące ludzi w Polsce. Problem niby niezauważalny, słup wkopany w ziemię, miejsca dużo nie zajmuje… ale do czasu.

Chciałem zbudować siedzibę dla mojej firmy, taką z możliwością rozbudowy na przyszłość. Niby nic trudnego, bo mam gdzie budować… ale jednak nie. W najlepszym
i praktycznie jedynym miejscu na budynek, tam gdzie bez problemu dostanę pozwolenie na zjazd, przebiegają linie energetyczne i szans na rozbudowę nie ma. Nie chcąc od razu iść do sądu napisałem pismo do Energi, żeby polubownie rozwiązać ten problem… Polubownie, czyli poprzez przeniesienie linii pod ziemię wokół mojej działki, ale na niej. Wyszło jak wyszło, założyłem 4 sprawy sądowe w 2 miastach (opisane w Moja historia), a zapadł wyrok niekorzystny dla mnie opierający się o zasiedzenie. Zasiedzenie, czyli przez 30 lat nikt nie domagał się naprawienia szkody czy rekompensaty, tylko jak można było domagać się rekompensaty w czasie komunizmu…? Sąd Najwyższy wydał już raz wyrok, że zasiedzenie można liczyć od 1989 r. czyli od przemiany ustrojowej. W uzasadnieniu podał, że spółki przesyłowe przed tym rokiem nie były właścicielami infrastruktury przesyłowej… ale różne sądy rejonowe różnie to interpretowały i rozstrzygały, a wraz z upływem czasu
i zmieniającymi się rządami sytuacja właścicieli gruntów pogarszała się. Po krótkim czasie Sąd Najwyższy wydał wyrok sprzeczny z poprzednim – zasiedzenie liczy się od faktycznego postawienia słupów nawet jak było to w latach 60-tych. Spółki przesyłowe reklamują się, oferują serwisantów, sponsorują różne imprezy i prowadzą zwykłą działalność gospodarczą jak każdy inny przedsiębiorca. Tylko, że ta działalność okupiona jest niewolnictwem, problemami i stratami takich ludzi jak ja. Do głowy przyszły mi 4 pytania:

  1. Czy komunizm rzeczywiście się skończył, a ja jestem wolnym człowiekiem?
  2. Czy państwo polskie pozwala „okradać” obywateli?
  3. Czy sędziowie „okradają/muszą okradać” obywateli?
  4. Czy istnieje sprawiedliwość i sprawiedliwość społeczna, polegająca na wspólnym ponoszeniu kosztów wspólnych ogólnokrajowych celów?

W chwili obecnej choć jestem właścicielem gruntu, to nie dysponuję nim w pełni… Muszę zapewnić dojazd do każdego ze słupów jak też pas techniczny wzdłuż linii, oddać to do dyspozycji spółki przesyłowej kiedy będzie sobie tego życzyła, jak długo będzie sobie tego życzyła a stan ten będzie trwał tak długo dopóki elektryczność będzie przesyłana przewodowo. Nie postawię ogrodzenia, domu, budynku czy wykopię choćby stawu tam gdzie chcę… Jestem niewolnikiem na własnej działce a w imię wspólnych ogólnokrajowych celów jestem stratny ok. 200 tys. zł wg operatu szacunkowego (realne straty są większe) a inni nic, choć korzystają z tego. Bierność Państwa, brak sprawiedliwości i zdrowego rozsądku na absolutnie podstawowym poziomie w sądownictwie doprowadziły do tego, że zostałem „sprzedany” jak niewolnik i okradziony… jak zresztą wielu ludzi, tylko oni nawet nie są tego świadomi, gdyż nie znają pojęcia „zasiedzenie” czy „służebność przesyłu”. Upraszczając sprawę można stwierdzić, iż ktoś nabył sobie prawo do mnie (i nie tylko do mnie) a teraz jeśli zechce, może je odsprzedać temu co da więcej.

Jestem „wkurzonym antysystemowcem”, roszczeniowcem,  który przespał szansę, czy może  jednym z wielu ludzi tak potraktowanych przez spółki przesyłowe i sądy. Sam w Polsce nie będę w stanie przebić się przez ten mur. Doskonale rozumie mnie ten, kto próbował dochodzić swoich praw w sądzie. W każdym normalnym kraju ten absurd nie istnieje bo rozwiązano go „z urzędu”, tylko w Polsce są problemy.  Szukam  ludzi, którzy mają podobny problem i przeszli podobne sądowe perypetie. Musimy się zebrać i połączyć siły. W Polsce są nas setki jak nie tysiące, stworzymy transparentne zrzeszenie/organizację pokrzywdzonych (mądrych ludzi nie pieniaczy!!! – nie trzeba 5000 kibiców, starczy 50 zawodników), i w Strasburgu złożyć „pozew zbiorowy”, by wymusić na Polsce naprawę tej chorej sytuacji. Temu od rejestracji aut z Anglii się udało.

Ps. Przepraszam za formę zwrócenia uwagi na problem, ale ja nie potrafię inaczej tego nazwać.