Moja historia

17.01.2012 złożyłem pismo do Energa oddział Konin, aby przebudowała linie energetyczne.

Na początku grudnia 2012 pracownik  Energa przyjechał, żeby zrobić zdjęcia i ocenić sytuację.

12.12.2012 przyszła odpowiedź na pismo złożone dnia 17.01.2012, z treści którego wynikało, że nie przeniosą linii, chyba że na mój koszt.

06.08.2013 złożyłem w Sądzie w Koninie wniosek o zawezwanie do próby ugodowej skierowany do Energa oddział Kalisz. Otrzymałem odpowiedź, że ze względu na adres pozwanego sądem właściwym jest sąd w Kaliszu.

02.10.2013 przekazano sprawę do Kalisza.

09.01.2014 pełnomocnik Energi napisał pismo, że nie wyraża zgody na zawarcie ugody,
o czym nie zostałem w żaden sposób powiadomiony i nie potrzebnie jechałem na rozprawę. Sędzia tłumaczyła, że  „było za mało czasu na powiadomienie”.

29.01.2014 odbyło się posiedzenie sądu, na które przyjechałem, a do ugody nie doszło.

07.05.2014 złożyłem pozew o przebudowę przeciwko Energa Kalisz.

26.05.2014 założono teczkę.

02.06.2014 otrzymałem postanowienie, że nie mogę pozwać oddziału spółki lecz ją samą: „Takie ustawowe ujęcie oddziału przedsiębiorcy pozwala przyjąć, że oddział przedsiębiorcy, mimo iż posiada wyodrębnienie organizacyjne oraz prowadzi działalność gospodarczą nie ma podmiotowości prawnej (zdolności prawnej) w sferze prawa cywilnego.” Na prawie, co prawda się nie znam, ale czemu przedtem oddział w Kaliszu tą podmiotowość miał i mógł przeciągać sprawę w czasie?

12.06.2014  złożyłem pozew przeciwko Energa Gdańsk.

17.11.2014 otrzymałem odpowiedź Energi na pozew.

20.01.2015 odbyło się pierwsze posiedzenie sądu.

12.05.2015  rozprawa sądowa.

26.05.2015 ogłoszono wyrok, oczywiście na moją niekorzyść, a w uzasadnieniu usłyszałem, że są 2 powody:

  1. Energa, choć faktycznie przeciągała odpowiedź, to doszło do zasiedzenia, ja się spóźniłem z pozwem(bodajże miesiąc lub dwa) a prawo jest prawem.
  2. Działkę dostałem od rodziców już ze słupami i powinienem się liczyć z ich obecnością – wtedy nie wytrzymałem i wyszedłem. Może i niemądrze zrobiłem, ale mało rzeczy w życiu mnie tak dotknęło, a przy takim absurdzie trudno zachować zimną krew… Zapłaciłem za to ok 10-20 tys zł (w zależności jak liczyć) w innej sprawie prowadzonej przez tą sędzinę, gdzie też byłem pokrzywdzonym i miałem wszelkie dokumenty potwierdzające moje roszczenia.

28.05.2015 Energa złożyła wniosek o uzasadnienie wyroku, ja parę dni później.

17.07.2015 napisano uzasadnienie wyroku i o dziwo, słowa w nim nie ma o dostaniu działki wraz ze słupami.

17.07.2015 złożyłem apelację.

23.10.2015 odbyła się pierwsza rozprawa apelacyjna.

28.10.2015 ogłoszono wyrok – apelacja oddalona, a sędzina w swojej dobroci poinformowała mnie, że jest możliwość przeniesienia tych słupów…coś na zasadzie odwróconej służebności przesyłu. Muszę jedynie założyć sprawę w sądzie i po ewentualnej wygranej i przeniesieniu ich płacić Enerdze coś w rodzaju czynszu/służebności przesyłu – czy istnieje coś bardziej absurdalnego i głupiego?

26.11.2015 Energa złożyła wniosek o klauzulę wykonalności.

W czasie Świąt Bożego Narodzenia moja mama znalazła w skrzynce list  z wezwaniem do zapłaty niecałych 2 tys. kosztów zastępstwa procesowego (za 2 „przegrane” sprawy) na rzecz Energi.

W czasie trwania tej „batalii”  zrozumiałem, że moje szanse są bliskie zeru, więc zacząłem starać się o zjazd na innej, gorzej usytuowanej działce. Zjazd udało mi się zrobić, jednak
w międzyczasie wszedł przepis, że budując na terenach miejskich na ziemi klasy III trzeba ją odrolnić jak i zapłacić podatek za wyłączenie z produkcji rolnej. W moim przypadku ok. 280 tys zł 1ha…za chęć budowania na swoim.

Efektem 4 lat starań i blisko 40 tys. zł jest to, iż mam utwardzony i wyłożony kostką brukową dojazd do pola, budynku czy choćby jego projektu nie ma do dzisiaj… Ot Przyjazne Państwo.

Aż chce się krzyknąć „Kocham Cię, Polsko” po czym wyjechać do jakiegoś normalnego kraju
i normalnie żyć…. co zresztą wielu zrobiło. Ale ja zostałem i „walczyłem” dalej, niestety przepis o wyłączeniu z produkcji rolnej na terenach miejskich nie został cofnięty a sam w Polsce ze słupami nic nie zdziałam…moja „walka” zmieniała jedynie kalendarze na nowe.

Odchorowałem, nabrałem dystansu i chcę „walczyć” dalej, nauczony doświadczeniem nie sam i nie w Polsce.